To proces, nie jedno pismo
Negocjacje ugodowe rzadko zamykają się jedną wymianą korespondencji. Zwykle to seria pism, stanowisk i rozmów, w których krok po kroku zbliżamy się do kwoty odpowiadającej realnej wartości roszczenia. Ubezpieczyciel niemal nigdy nie składa od razu najlepszej oferty - dlatego liczy się cierpliwość i konsekwencja, a nie pospieszne zamknięcie sprawy.
Z naszego doświadczenia takie postępowania trwają zwykle od kilku do kilkunastu miesięcy, a w trudniejszych sprawach dłużej. Czas zależy od skali obrażeń, kompletności dokumentacji i postawy drugiej strony. To naturalny rytm tego rodzaju spraw, a nie oznaka, że coś idzie nie tak.
Ugodę trzeba czymś poprzeć
Mocna pozycja negocjacyjna nie bierze się z samego żądania wyższej kwoty. Bierze się z dokumentów. Dlatego zanim usiądziemy do rozmów, kompletujemy dokumentację medyczną, gromadzimy dowody i - tam, gdzie sprawa tego wymaga - opieramy roszczenie na opiniach biegłych, którzy oceniają trwały uszczerbek na zdrowiu, rokowania i wpływ zdarzenia na dalsze życie.
To właśnie te materiały decydują o tym, jak wysoką kwotę realnie da się wynegocjować. Ich zebranie i opracowanie wymaga czasu, ale bez nich rozmowa z ubezpieczycielem sprowadza się do przyjęcia tego, co sam zaproponuje. Dobra dokumentacja to argument, którego druga strona nie może zignorować.
Negocjujemy twardo
Pierwsza propozycja ubezpieczyciela zwykle jest zaniżona - i tak właśnie ją traktujemy: jako punkt wyjścia, nie jako ofertę do przyjęcia. Naszą rolą jest dążyć do pełnej wartości roszczenia, a nie do najszybszego zamknięcia sprawy. Nie doradzamy podpisania ugody dopóki kwota nie odpowiada realnej skali krzywdy i poniesionych strat.
Jednocześnie podchodzimy do tego trzeźwo. Każda sprawa jest inna, a wynik zależy od jej okoliczności, dokumentacji i obowiązujących przepisów. Nie obiecujemy konkretnej kwoty z góry. Obiecujemy, że nie zostawimy na stole pieniędzy, które realnie Ci się należą, i że poznasz pełny obraz sytuacji, zanim cokolwiek podpiszesz.